niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział 6

     Biegłem ile sił w nogach. Wszędzie było ciemno, a ja potykałem się o swoje krótki nóżki. Las był ogromny, konary wielkich drzew wystawały prawie do 30 centymetrów nad ziemią. Jednak nie mogłem się zatrzymać. Musiałem biec, uciekać, jak najdalej stąd. Nie mogłem pozwolić aby mnie złapał. Przewróciłem się. Kurwa. Z mojej kostki leciała krew. Bałem się. Ciemność opanowała najbliższą okolicę. Tylko drzewa, ja i ten psychopata. Nie mogłem się podnieść. Noga przeraźliwie bolała. Łzy spływały mi po policzkach. Usłyszałem szelest liści. Ktoś nadepnął na gałąź. On tu szedł. Idzie tu, idzie. Zrobi mi krzywdę. Nie, proszę... zostaw! Był coraz bliżej. Bliżej. Bliżej. Z każdym krokiem. Łamanie gałązek. Szelest liści. Wtuliłem się w konar. Szedł po mnie. Nie uda mi się schować. Nie ucieknę. Pomocy. Niech mnie zostawi. Jego dłoń. Boże. To mój koniec. Jest już obok.

     - Lou...- usłyszałem szept obok mnie. Uniosłem oczy i zobaczyłem mojego przyjaciela. Łzy spływały mi po policzkach, a ciało było roztrzęsione. Podniosłem się do pozycji siedzącej i zarzuciłem ręce na szyję Zayna. On mi może pomóc. On mi pomoże. Prawda?- Shh... kochanie, uspokój się. Przepraszam, że nie było mnie tyle czasu i znowu to się stało.- powiedział i poczułem, że też płacze. Zawsze, gdy TO się działo, Zayn nie mógł być przy mnie, chociaż by chciał. Chodził za mną krok w krok i pilnował, żeby nikt nie zrobił mi krzywdy.- Chodź, posprzątamy tutaj, przebierzesz się, a potem położę się obok ciebie i nic ci się nie stanie.- wtuliłem się w niego mocniej i spojrzałem na podłogę, na której się znajdowaliśmy. Znowu było pełno krwi. Rany musiały się nie zagoić. Podnieśliśmy się z ziemi i ruszyliśmy do szafy, abym mógł się przebrać. Zayn po cichu wyszedł na korytarz, dając mi chwilę prywatności, a zarazem znaleźć jakiegoś mopa. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nam nie uwierzą, a każdemu wokół tak. Bo przecież jesteśmy chorzy psychicznie.... podobno.
~*~
    Pierwsze miesiące w ośrodku SUNNY mogę określić jednym, sprecyzowanym słowem.
          Kłamstwo.
    I nie chodzi tu o to, że ludzie ciągle kłamali "będzie dobrze", "wyjdziesz z tego" i inne tego typu rzeczy. To akurat było prawdą. Nie licząc koszmarów, które męczyły mnie każdej nocy, było na prawdę lepiej. Moja doktor to cudowna kobieta, pomocna, otwarta, ale też na prawdę szczera. Czasami wysuwała takie argumenty, że cały wolny czas między wizytami spędzałem na myśleniu o swojej przeszłości. Rozmowy z nią dawały niezłego kopa. Czasami nawet w godzinach, gdy powinni przychodzić goście, ona wchodziła na świetlicę i rozmawiała ze mną jak z kolegą. W swoim gabinecie to wszystko było poważne, oparte głównie o mnie, moim zachowaniu, życiu, jednak gdy spotykaliśmy się po "cywilnemu", opowiadała również o sobie, pytała się o bardziej życiowe rzeczy, na przykład o to skąd pochodzę, gdzie mieszkam, moje hobby.
    Nie chodziło też o Eleanor. Odkąd dowiedziała się, że kogoś kocham troszkę inaczej ze mną rozmawiała. Znaczy... nadal się śmieliśmy, chodziłem na jej zajęcia muzyczne, wygłupiała się ze mną, ale była trochę bardziej przygaszona. Trochę było mi przykro, bo wskazywało na to, że jej się podobam. Jednak nie umiałbym się z nią spotykać. Kocham tylko i wyłącznie Harry'ego, więc nie ważne co by się stało jak z Eleanor to tylko i wyłącznie koleżeństwo, przyjaźń.
    Tristan... cóż też niby nie kłamał. Po części. Ciągle się do mnie uśmiechał, chodziliśmy razem po ośrodku, nawet gdy nie musiał mnie już pilnować, nawet raz zabrał mnie na zakupy, bo musiałem sobie kupić trochę ciuchów. Gdyby nie to, co się o nim dowiedziałem, powiedziałbym, że jest na prawdę wspaniałym kumplem. Jednak, wtedy sam siebie bym oszukiwał.
    Kłamstwem nie było też zachowanie Zayna. Wręcz przeciwnie. Był prawdziwy w swoich czynach. Pomagał mi tak jak potrafił, wspierał mnie i chodził krok w krok, aby nikt nie zrobił mi krzywdy. Gdy musiał iść na wizytę to zabierał mnie ze sobą i kazał czekać pod drzwiami, tak samo było, gdy to ja spotykałem się z moją psycholog. Czekał na mnie i nawet nie chodził do łazienki, póki nie wyszedłem z gabinetu. Jednak zdarzały się sytuacje, gdy musiał zostać gdzieś dłużej, pomóc komuś lub wychodził wieczorem bo jako jeden z nielicznych był już doprowadzony do "normalnego" stanu. Wtedy to wszystko się działo. Bałem się tych chwili, gdy musiałem to przeżyć to jeszcze raz i znowu, znowu i tak ciągle. Przez dwa miesiące zdarzyło to się 26 razy. Liczyłem. Zawsze. Nawet sekundy, bo zawsze to trwało tyle samo. Ból, cierpienie, psychiczne i fizyczne. Upokorzenie, wstręt do samego siebie.
    Kłamstwem byłem ja. Nikomu o tym nie powiedziałem. Ani o moich snach, które z dnia na dzień były coraz dłuższe. Liczyłem na to, aby jak najszybciej stąd wyjść, a opowieści o tym, co widzę nocą, oraz co się dzieje przynajmniej kilka razy w tygodniu, nie pomogłyby. Kazaliby mi zostać jeszcze dłużej, a wszystko szło tak dobrze. Może kilka tygodni, może nawet w tym miesiącu wrócę jeszcze do domu...
    Pokręciłem głową, wracając do rzeczywistości. Staliśmy wszyscy przed wejściem do budynku i żegnaliśmy się z Zaynem. Wyjeżdżał. Wracał do Brazylii, do rodziców, możliwe, że jedyny mój kontakt z nim to komórka i chat. Te pierdolone dwa miesiące przeżyłem tylko i wyłącznie dzięki niemu. Jak ja sobie teraz poradzę? On nawet został dla mnie, chociaż nie musiał. Pielęgniarki, niektórzy pacjenci, Eleanor, Tristan, pan psycholog, który był terapeutą Malika stali obok mnie i po kolei go ściskali, życzyli wszystkiego dobrego, ogólnie już tęsknili, choć nawet nie wyszedł zza bramę. Miał przerzuconą torbę przez ramię, a ja trzymałem jego walizkę, stojąc na razie na uboczu. Pewnie zaraz wybuchnę płaczem i nie pozbieram się przez najbliższe 3 tygodnie. Spuściłem wzrok i zacząłem się bawić rączką, aby zapomnieć choć chwilę o tym, że każdy mnie opuszcza. Wspominałem o tym, że nie widziałem Harry'ego już od 3 miesięcy? To boli. Bardzo. Nie rozumiem tylko, czemu nie mógł przyjść. Choć na chwilę, zobaczyć mnie, abym mógł spojrzeć w jego piękne, zielone...
     - Idziemy?- powiedział Zayn, a ja uniosłem moje zaszklone oczy. Kiwnąłem głową i ruszyliśmy do bramy. Mulat pomachał jeszcze pozostałym i spojrzał się na mnie.- Będę tęsknił.
      - A myślisz, że ja nie?- prychnąłem. Moje dłonie zaczęły się niebezpiecznie trząść.- Gdyby nie ty, nie przeczyłbym w tym miejscu.- podeszliśmy do taksówki. Kierowca zapakował jego rzeczy do bagażnika i wsiadł do auta. Przytuliłem się do Malika, a ten odwzajemnił uścisk.
   - Musisz mi coś obiecać Lou. Bądź dzielny, nie daj się. Wiesz, że gdybym tylko mógł, powiedziałbym im wszystko, co się stało, ale nie uwierzą nam. Niedługo stąd wyjdziesz i będzie dobrze. Zamieszkasz z tym swoim chłopakiem, będziesz szczęśliwy. Tylko wytrzymaj, błagam.
    - Przysięgam.- szepnąłem, a po moich policzkach spłynęły pierwsze łzy.- Ty też musisz mi coś obiecać. Nie zapomnij o mnie. Dzwoń, pisz, nie wiem. Cokolwiek.
     - Oczywiście, że będę. I może nawet kiedyś cię odwiedzę.- powiedział łamiącym się głosem.
     - Chciałeś powiedzieć "nas".- zachichotałem.- Mnie, Eleanor, VIVIENNE.
   - Oh, zdecydowanie! Musisz jej upilnować, bo nie wybaczę sobie, jeśli zacznie spotykać się z jakimś chujem.
    - Człowieku, żeby ona chciała się z kimś innym spotykać, niż ty.- wywróciłem oczami i odsunąłem się od niego. Otarłem łzy i czekałem w chwili ciszy.- Więc... do zobaczenia?
   - Do zobaczenia.- po tych słowach wsiadł do taksówki. Wróciłem na teren ośrodka i skierowałem swoje kroki w stronę ławeczki, na której zawsze siedziałem z Zaynem i Eleanor. Usiadłem na niej i zacząłem płakać. Wszystko było takie pojebane. Jestem jak piąte koło u wozu, jak niepotrzebna szmata. Nagle poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. El...
    - Lou...- szepnęła i usiadła obok mnie. Nie chciałem jej tu. Potrzebowałem Harry'ego. I Zayna. Nikogo więcej.
    - Zostaw.- prychnąłem. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Chciałem do domu. Nie chciałem tu zostawać. Eleanor jednak nie zważała na moje słowa i się we mnie wtuliła.
   - Skarbie, cichutko...
   - Nie jestem twoim skarbem.- powiedziałem. Chyba byłem trochę zbyt wredny, bo dziewczyna się spięła i posmutniała. Miałem to gdzieś, naprawdę. Nie wiedziałem, czy wytrzymam tu bez osób dla mnie najbliższych.- Ja chcę do Harry'ego. Nie chcę tutaj być, jedyną rzeczą, która może mi pomóc to mój Loczek. Tylko on sprawiał, że się śmieje. Tylko on powodował to stado motyli w brzuchu. Tylko on nauczył mnie kochać, nauczył mnie być sobą. Tylko przy nim mogłem poczuć, że żyję. I niczego więcej nie chcę.- powiedziałem i znowu zacząłem płakać. Dziewczyna głaskała mnie po plecach i próbowała uspokoić.- Ja za nim tak bardzo tęsknię... Ellie... Chcę się do niego przytulić, pogadać, pobawić jego włosami. Wszystko bym oddał, gdyby mógł tutaj przyjść i choć przez chwilę po prostu posiedzieć. To co mu zrobiłem to chyba największy błąd mojego życia.- westchnąłem i nabrałem powietrza.- Zostawiłem go. Nie potrafiłem zaufać, myślałem, że jak go zostawię w spokoju to będzie lepiej. Gówno prawda. Jest okropnie. Załamałem się, schudłem, połowa ciuchów jest na mnie za mała, znaczy teraz pewnie już są dobre... potem dowiedziałem się prawdy, że nasza znajomość była wymuszana, że nie chciał się ze mną spotykać, tylko chciał, abym dał mu spokój, a potem jeszcze wykorzystał mnie dla pieniędzy... nie wiedziałem co ze sobą robić, chciałem to naprawić, chciałem, abyśmy to wyjaśnili, jednak zobaczyłem coś, czego zobaczyć nie chciałem. Zobaczyłem go z jakąś dziewczyną, myślałem, że to jego była... a potem okazało się, że to jego młodsza siostra, a dziewczyna mojego brata... niestety dowiedziałem się dopiero o tym, po przybyciu tutaj. Nie wyobrażałem sobie życia bez niego. Tydzień po naszym ostatnim spotkaniu popełniłem samobójstwo. Znaczy, próbowałem. Nie wyszło mi, bo go zobaczyłem. Próbował mnie namówić, żebym został... spadłem, trafiłem do szpitala i jestem tutaj. I nie widziałem go od ponad 2 miesięcy. To miejsce byłoby w porządku, gdyby tylko on tutaj był... wszystko byłoby w jak najlepszym porządku...- załkałem. Wszystko co powiedziałem to była prawda. Nie wiem, czemu zwierzyłem się Eleanor, ale jakoś mi lepiej. Wyrzuciłem z siebie negatywne uczucia, moje problemy, o których nie rozmawiałem z doktor. Dziewczyna nie była w najlepszym humorze. Przejęła się? Może teraz na prawdę straciła nadzieję na to, że coś do niej poczuję?
     - Wiesz... miałam podobny problem. Zostawił mnie, nigdy więcej się nie odezwał, myślałam, że wyjechał. Miałam nadzieję, że będzie to coś dłuższego i poważniejszego, niż kilka nocy spędzonych razem. Nagle koniec. Nic, pustka... Trafiłam tutaj, nie radziłam sobie z tym... Ale jest już dobrze, naprawdę jest dobrze.- szepnęła bardziej do siebie, niż do mnie.
     - Lou! Louis!- obejrzałem się dookoła i zauważyłem uśmiechniętego Tristana, zbliżającego się w naszą stronę. Ciarki mnie przeszły, ale podniosłem się i spojrzałem mu w oczy.- Pani Robyn cię woła, miąłeś mieć wizytę.- wytłumaczył, a ja kiwnąłem głową. Westchnąłem i odwróciłem się do El, która zaciskała swoje delikatne dłonie w pięści. Teraz zauważyłem mały tatuaż tuż obok jej kciuka. Krzyżyk. Uniosłem kąciki ust do góry i ruszyłem za ochroniarzem do gabinetu mojej terapeutki. Mężczyzna nie zadawał pytań, nie zaczynał rozmowy, po prostu szedł obok, jakby nigdy nic się nie stało. Jego obecność budziła we mnie dziwne uczucia. Przebrnęliśmy przez korytarz, tym razem pachniało warzywami, a najbardziej dynią. Za 2 tygodnie Halloween, a na zajęciach plastycznych już wycinano dynie, a dokładniej uczyli jak to robić. Oglądając te wszystkie prace, spokojnie mogłem stwierdzić, że Zayn byłby lepszy.
    Weszliśmy na korytarz, gdzie znajdywało się biuro pani Fenty. Stał tam jakiś chłopak, można było to stwierdzić po jego budowie ciała. Stał tyłem do nas i robił coś na swoim telefonie, na głowie miał kaptur od swojej szarej bluzy, jego ramiona były umięśnione, a nogi szczupłe. W jego postawie było coś znajomego, jednak nie było dane mi się przyjrzeć, bo Tristan otworzył drzwi do pokoju, więc musiałem wejść, choć tak bardzo chciałem porozmawiać z tym gościem na korytarzu.
    Zamknąłem za sobą drzwi, pozostawiając Tristana na korytarzu, choć pewnym było to, że wrócił do swoich poprzednich obowiązków. Usiadłem po turecku na moim ulubionym miejscu i obejrzałem się po wnętrzu. Lubiłem to miejsce. Blado czerwone ściany, ciemne meble, zapach wanilii oraz dużo zdjęć z przyjaciółmi, rodzina, mężem, dzieckiem. Czarne, obite skórą fotele z jasnymi poduchami. Czekałem, aż kobieta zacznie dzisiejsze spotkanie. Podała mi moją ulubioną herbatę z mlekiem i położyła ciastka na biurku. Zawsze tak to wyglądało. Co z tego, że nie mogłem jeść słodyczy, póki Vivienne nie widziała, było dobrze.
     - Rozmawialiśmy już o wielu rzeczach Lou.- pokiwałem głową i ugryzłem kawałek kruchego ciastka czekoladowego. Mój Boże, raj na ziemi.- I widać w tobie poprawę, oczywiście to nie były koniec terapii, ale niedługo mógłbyś chyba wrócić do domu.- powiedziała, a ja się zakrztusiłem. Koniec? Wyjść stąd? Myślałem, że zaraz zacznę skakać ze szczęścia.- Ale pozostała nam jedna kwestia do omówienia...- zaczęła, a cała radość uleciała ze mnie jak powietrze z balonika.- pan Harry Styles...
     - Kocham go.- przerwałem jej w połowie zdania, zanim zaszłoby to za daleko.- I mogę się zmienić. Może być lepiej. Ale tylko, gdy on byłby obok. Bez niego pewnie to się powtórzy, nie przeżyję nawet dnia.- powiedziałem, a łzy niebezpiecznie zebrały się pod moimi powiekami. Wziąłem głęboki oddech.- Chcę wrócić do domu. Będę tu przyjeżdżał, będę zachowywał się tak samo jak teraz, ale to nic nie da, bo zawsze będę czuł się samotny bez niego.- powiedziałem. Głos mi się łamał i jedyną rzeczą, jaką potrzebowałem to pocałunek Harry'ego, jego ramiona lub cokolwiek co należało do niego. Oczywiście nie licząc jego bluzy, którą nosiłem całymi dniami. Kobieta westchnęła i podniosła się. Ja natomiast wlepiłem się w martwy punkt za oknem i myślałem o tym, co teraz dzieje się z moim Hazzą.
     - Louis.- usłyszałem znajomy głos i gwałtownie się odwróciłem. Nie mogłem uwierzyć w to co widzę. Mój Boże. Chyba miałem halucynacje.
***
notka od autorki: PROSZĘ O KOMENTARZE C: wgl. jesli ktoś chciał link do wattpada to jest w zakładce "informacje" c: Jak myślicie, kto to odiwedził anszego Lou, hmhmhmhm???? Do następnego! 

15 komentarzy:

  1. to na 100% był harry ❤
    @stylinsondemz

    OdpowiedzUsuń
  2. Aww cudny*__* szkoda że Zayn wyszedł ale oby szybko go teraz wypuścili a tą niespodzianką będzie harry xd czekam na kolejny ;*@nxd69

    OdpowiedzUsuń
  3. BOŻE HARRYYYYYYYYYYY
    O TAK
    CZEKAM NA KOLEJNY ROZDZIAŁ JUŻ!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. jejuuuu Harold przyjechał, wiadomo, ja piernicze ale super, nie mam pojęcia co się dalej wydarzy, uwielbiam to ff, serio jedno z lepszych o Larrym jakie czytałam, nie mogę się doczekać co będzie dalej
    @shipbulshit :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeej Harry wrócił ^^
    Chcę już kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  6. Co do Twoich pytań...
    1) W którym rozdziale się spotkają?
    Błagam, nic nie zmieniaj, niech to będzie szczęśliwa siódemka...
    2) W którym rozdziale dowiemy się, kim jest osoba z jego koszmarów?
    Sądzę, że wyjaśnienie może pojawić się w odpowiednim momencie tego schematu:
    *L spotyka H, jest coraz lepiej -> zawikłanie sytuacji, problem -> punkt kulminacyjny -> dowiedzenie się o osobie z koszmarów*.
    3) Kto spowodował, że to się stało?
    Pomyślałam o Tristanie, ale od razu go skreśliłam. Eleanor musi mieć jakąś rolę, kurczę. Jest tajemnicza, więc niepewnie pokażę na nią palcem... Tak, tak, nie mam racji, ale nie biczuj mnie.
    4) Co nielegalnego jest w tym, co robi Harry?
    Pomyślałam od razu o Darku (wyjątkowe ff, bo hetero, ale czytałam bardzo dawno, to wręcz "klasyk", mam usprawiedliwienie). Harry boksuje i startuje w meczach, na śmierć i życie (powiało melodramatem)? Tak to sobie wyobrażam, bez zasad, w brudnych pomieszczeniach, z ludźmi z pełną kartoteką.
    (Piąty punkt ominę, ponieważ "kiedy się spotkają?" już się pojawiło x)
    6) Co z Zaynem i Vivienne?
    Myślę, że oni jeszcze będą ze sobą, tak ;)
    _____

    Jeśli okaże się, że to nie był Harry, uroczyście oświadczam, że Cię ukatrupię, kochanie.
    Żaden sen na jawie, żadne omamy po lekach. Po prostu Larry, błagam, niech oni się już spotkają...
    Muszę powiedzieć, że uwielbiam Zouisa i martwię się, gdy pomyślę, że Lou ma być sam, z Eleonorą, która jest podejrzana oraz Tristanem, któremu nie boję się zarzucić drugiego "ja". Kim on do kurczaki jest (miałam nie przeklinać, ta)?

    Chyba nigdy nie napiszę pierwsza komentarza, ale! to nie umniejsza mojej miłości do Shelter, prawda?
    Do następnego? :)
    @smolipaluch bądź po prostu anita
    ***
    "I mogę się zmienić (...) tylko, gdy on byłby obok."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Kim on do kurczaki jest"
      bardzo poprawnie xD

      Usuń
  7. HAZZ GO ODWIEDZIŁ! NIE ZAYN! HAZZ, BO ZAYN NIE PASUJE DO TEJ SYTUACJI! ROZDZIAŁ ŚWIETNY!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesus Harry go odwiedził ?? <3 O matko, ale się jaram. O boże :o

    OdpowiedzUsuń
  9. kurwa mać, jeśli to harry to przysięgam, że są małe szanse, że to przeżyję, naprawdę!

    OdpowiedzUsuń
  10. jeeeest Harry!!!
    LARRY IS COMING
    OMG
    CHCĘ JUX NASTĘPNY

    OdpowiedzUsuń
  11. HARRY! Nareszcie! Już nie mogłam się doczekać tego spotkania. Ale wydaje mi się bardzo podejrzana sprawa z El, czyżby to Louis był tym który ją zostawił i wyjechał? @dreamstobottom

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy